Przemierzałam mroczny las w ciszy i opanowaniu. Po ostatnich wydarzeniach w gospodzie musiałam ochłonąć. Wywołanie pożaru za pomocą czarnej materii jest nie lada wyzwaniem, ale też wymaga skupienia by samemu się nie zabić.
Pogoniłam Geishę do szybkiego galopu i nakazałam Orchidei wejść pod mój płaszcz. Kaptur ledwo co trzymał się na mojej głowie.
Dotarłam do wielkiego zamku. Wyglądał na opuszczony, jednak moja ostrożność kazała mi zachować spokój i dokładnie się rozglądać.
Nagle naprzeciwko mnie wyszła kobieta, a właściwie czarownica. Miałam wrażenie, że skądś ją znam.
Zeszłam z klaczy i podeszłam bliżej. Ona również wyglądała na skupioną. Najwyraźniej tak jak ja gmerała w pamięci chcąc przypomnieć sobie moją twarz. Nagle rozpromieniła się i krzyknęła przytulając mnie.
- Alice! Ty żyjesz!
- Emm... Czy my się znamy?
- To ja Nef! Pamiętasz? Bawiłyśmy się w dzieciństwie!
Dopiero teraz sobie przypomniałam. To była Neferet! W latach dzieciństwa byłyśmy dla siebie jak siostry.
Wyściskałam ją porządnie po tylu latach rozłąki, a ona zaprosiła mnie do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz